
Samotnym można być tylko wtedy, gdy w jakiejś odległości są ludzie, którzy na nas czekają. Absolutna samotność nie istnieje. Jest tylko ponura samotność wymierzona w czekających.
Samotność to nie pustka, lecz ból rozłąki z tymi, którzy na nas czekają. Absolutna samotność nie istnieje, jest tylko relacyjna.
Elias Canetti, w swoim przenikliwym cytacie, dotyka fundamentalnego paradoksu ludzkiej egzystencji, oferując perspektywę, która wnika głęboko w naszą psychikę i relacje. Kiedy mówi, że „Samotnym można być tylko wtedy, gdy w jakiejś odległości są ludzie, którzy na nas czekają”, odwraca standardowe rozumienie samotności. Zazwyczaj samotność postrzegamy jako brak obecności innych. Canetti sugeruje jednak, że prawdziwe odczucie samotności nie jest jedynie pustką, lecz raczej wynikiem *relacyjnej* dystansu. Jest to stan wewnętrznego oddzielenia od osób, z którymi utrzymujemy więź, lub od tych, którzy stanowią dla nas punkt odniesienia, oczekując czegoś – uwagi, powrotu, obecności. Owo „czekanie” staje się tu swego rodzaju lustrem, w którym odbija się nasza nieobecność, wzmacniając poczucie odosobnienia. Bez tego lustra, bez perspektywy innych, samotność nie byłaby *odczuciem* w relacyjnym sensie, a jedynie absolutnym stanem bycia, który, jak dalej sugeruje autor, jest niemożliwy.

Ranisz siebie, bo chronisz
wewnętrzne dziecko?
To ta odrzucona część Ciebie, która wciąż czeka na poczucie bezpieczeństwa, uznanie i miłość. I tylko Ty możesz ją nimi obdarzyć🤍
Druga część cytatu, „Absolutna samotność nie istnieje. Jest tylko ponura samotność wymierzona w czekających”, pogłębia ten sens. Canetti kwestionuje ideę absolutnej, totalnej samotności, która nie byłaby w żaden sposób związana z kontekstem społecznym. Z perspektywy psychologicznej, człowiek jest istotą głęboko społeczną, a nawet w najbardziej ekstremalnych formach izolacji, nasze umysły wciąż odwołują się do doświadczeń relacyjnych, wspomnień, a nawet wyobrażeń innych. Absolutna samotność, wolna od wszelkich odniesień do ludzkiej wspólnoty, wydaje się być pojęciem abstrakcyjnym, trudnym do zrealizowania w praktyce.
To, co nazywamy „samotnością”, jest więc w istocie formą *rozłączenia* lub *frustracji oczekiwań*. Jest to bolesne uświadomienie sobie, że jesteśmy oddzieleni od tych, którzy nas potrzebują, pragną, lub na nas liczą. To poczucie jest „ponure”, ponieważ obciąża nas odpowiedzialnością lub poczuciem winy wobec tych, których „zawodzimy” swą nieobecnością. W kontekście psychoanalizy i teorii przywiązania, cytat ten podkreśla fundamentalną potrzebę przynależności i lęk przed odrzuceniem. Samotność staje się tu nie tyle deficytem samej obecności, ile deficytem *połączenia*, brakiem odpowiedzi na istniejące (lub domniemane) wezwania i potrzeby innych. To właśnie ten brak odpowiedzi generuje ból i „ponurość”. Jest to więc samotność, której istota leży w paradoksalnej *obecności nieobecności* – jesteśmy nieobecni dla tych, którzy na nas czekają, a ich oczekiwanie definiuje naszą samotność.