×

warsztaty online, które zmienią Twoje życie na lepsze
Zaloguj
0

Brak produktów w koszyku.

Cytat: Elias Canetti - Być może w samotności wszystko…
Być może w samotności wszystko byłoby do zniesienia. Jednak człowiek przemawia z jej wnętrza, a inni ludzie go słyszą. Jeżeli go nie słyszą, mówi głośniej. Gdy go wciąż jeszcze nie słyszą, zaczyna krzyczeć. I wtedy nic ma już samotności, tylko szalejące istnienie dla samego siebie.
Elias Canetti

Ludzka potrzeba bycia słyszanym, gdy niezaspokojona, prowadzi od wewnętrznej samotności do desperackiego krzyku, który niszczy spokój, rodząc szaleństwo istnienia dla samego siebie.

Głębia ludzkiej komunikacji i osamotnienia

Cytat Eliasa Canettiego uderza w samo sedno ludzkiego doświadczenia, kreśląc parabolę od potencjalnej wewnętrznej autonomii do desperackiej walki o uznanie. Początkowa myśl, że w samotności „wszystko byłoby do zniesienia”, odnosi się do fundamentalnego ludzkiego pragnienia kontroli nad własnym wewnętrznym światem. W idealnej samotności, wolnej od zewnętrznych osądów i oczekiwań, człowiek mógłby być swoim własnym sędzią i pocieszycielem, a jego wewnętrzne światy mogłyby pozostać w niezachwianej równowadze, niezależnie od ich treści.

Paradoks komunikacji

Jednakże, jak Canetti błyskotliwie zauważa, „człowiek przemawia z jej wnętrza”. To wewnętrzne „przemawianie” jest aktem egzystencjalnym, wyrazem potrzeby nadania sensu własnemu doświadczeniu i podzielenia się nim. Nie jest to jedynie mowa w dosłownym sensie, ale ekspresja tożsamości, myśli, uczuć – całości ludzkiego wnętrza. Wymaga ona, by te „inni ludzie go słyszeli”. To pragnienie bycia słyszanym, bycia zrozumianym, leży u podstaw ludzkiej społeczności i jest silnie związane z psychologiczną potrzebą walidacji i przynależności.

Ranisz siebie, bo chronisz
wewnętrzne dziecko?

Eskalacja desperacji

Gdy to fundamentalne pragnienie jest ignorowane, następuje psychologiczna eskalacja. „Jeżeli go nie słyszą, mówi głośniej” – to naturalna reakcja na brak uwagi, próba przebicia się przez szum informacyjny lub psychologiczne bariery. Kiedy i to zawodzi, człowiek „zaczyna krzyczeć”. Krzyczenie to już nie tylko amplifikacja, ale często wyraz frustracji, rozpaczy, a nawet wściekłości. Jest to ostatnia deska ratunku, forma ostatecznej, desperackiej próby zwrócenia na siebie uwagi, bycia uznanym w swojej egzystencji.

Utrata samotności, narodziny szaleństwa

Najbardziej wstrząsająca jest konkluzja: „I wtedy nic nie ma już samotności, tylko szalejące istnienie dla samego siebie”. Tutaj Canetti odsłania mroczny paradoks. W pogoni za byciem usłyszanym i zrozumianym, człowiek traci swoją autentyczną samotność – tę przestrzeń wewnętrznej refleksji i spokoju. Zamiast tego pojawia się coś znacznie gorszego: „szalejące istnienie dla samego siebie”. Nie jest to bycie samemu w sensie wolności, lecz w sensie izolacji pomimo prób kontaktu. Jest to istnienie, które, nie znajdując echa u innych, staje się wewnętrznie chaotyczne, niespójne i potencjalnie psychotyczne, pozbawione lustra społecznego, w którym mogłoby się odbić i odnaleźć swoje granice. Człowiek staje się więźniem własnego niesłyszanego krzyku, a jego wewnętrzny świat, zamiast być miejscem do zniesienia, przekształca się w arenę nieustającej, bezowocnej walki.