Czujesz napięcie?
Zanim pójdziesz dalej, zatrzymaj się na chwilę.
Pobierz bezpłatną relaksację audio i pozwól sobie odetchnąć.
Dołączysz do społeczności Positive Life. Możesz wypisać się w każdej chwili.

Autor: Wojciech Eichelberger
29 stycznia 2026

Wśród osób bardziej świadomych coraz częściej pojawia się charakterystyczny sposób mówienia o sobie. Zamiast prostego: „taki jestem”, pojawiają się zdania typu: „moje ego tak reaguje”, „ego się we mnie odzywa”, “mam poranione ego”, “dziwne to moje ego”.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak kolejna modna fraza wyniesiona z psychologicznych warsztatów rozwojowych. Ale dzisiaj można mieć uzasadnioną nadzieję, że stoi za tym dużo więcej. A mianowicie, że ten sposób mówienia o ego odzwierciedla coraz bardziej powszechne przeświadczenie, że ego nie jest prawdziwą i ostateczną tożsamością człowieka, że nie jest prawdziwym podmiotem żyjącym to życie, lecz przedmiotem poddającym się obserwacji, analizie i ocenie jego użyteczności. W języku komputerowym można by więc porównać ego do spersonalizowanej aplikacji albo interfejsu, który na ekranie samoświadomości wyświetla iluzoryczny obraz świata przefiltrowany przez immanentne dla ego ograniczenia i preferencje. Takie spojrzenie na ego jest propozycją, a zarazem zapowiedzią transformacji o znaczeniu fundamentalnym, otwierająca przed nami możliwość nieutożsamiania się z jego egocentrycznymi myślami poglądami, przekonaniami, emocjami i nawykowymi zachowaniami. Innymi słowy możliwym się staje zasadnicze zakwestionowania realności tej wizji siebie i świata, z którą się utożsamiamy – wizji generującej egzystencjalny lęk i cierpienie. W zamian, na końcu tej drogi pojawia się obietnica doświadczenia wyzwalającego sokratejskiego wglądu wyrażonego w słynnym “wiem, że nic nie wiem” – fundamentalnie różnego od kartezjańskiego “myślę więc jestem”. Póki co można jedynie powiedzieć, że narastające rozczarowanie powszechnie uznawanymi receptami na szczęśliwość i samorealizację sprawia, że coraz więcej ludzi zaczyna się od utożsamiania się z ego „odklejać”, nie po to, by je zwalczać, lecz by je urealnić, poznając jego pożytki i ograniczenia, a nade wszystko jego uzurpatorską genealogię.
Oczywiście tendencja do poszukiwania innego rozumienia naszego istnienia niż z perspektywy ego nie pojawiła się obecnie w takim nasileniu bez powodu. To reakcja na narastające rozwarstwienia i konflikty społeczne, światopoglądowe, kulturowe, intelektualne, rasowe i polityczne. Uogólniając radzimy sobie z wynikającą z tego kruchością i nieprzewidywalnością świata na dwa sposoby. Część z nas otwiera się na zmienność, wielość perspektyw i na różnorodność światopoglądową, jednocześnie aktywnie poszukując tego co wspólne i przekraczające podziały. Inni reagują silną potrzebą powrotu do tego co znane i co sprawdzało się w przeszłości – do świata klarownych podziałów, do autorytaryzmu i wszechobecnej kontroli. Obie reakcje są zrozumiałe. Ale jednych i drugich – choć nie zdają sobie z tego jasno sprawy – łączy to, że na własnej skórze doświadczają tego, iż dotychczas obowiązujący paradygmat, czyli sposób pojmowania świata oraz radzenia sobie z nim, nie tylko przestał wystarczać lecz wręcz zwiększa ilość zagrożeń, konfliktów, wojen i cierpienia.
Przerastające możliwości adaptacyjne naszych organizmów i przeciążenie stresem sprawia, że w życiu prywatnym, niezależnie od ulubionych poglądów i przekonań poszukujemy bezpieczeństwa, radości, uznania i sensu. To poszukiwanie wyraża się dziś w dwóch bardzo wyraźnych nurtach. Jeden to ruch slow, gdzie wybieramy spowolnienie, ciszę, medytację, modlitwę i kontakt z naszymi głębokimi potrzebami. Drugi to ruch extreme, czyli sporty wysokiego ryzyka, eksperymentowanie z substancjami zmieniającymi świadomość, doświadczenia transowe i graniczne. Obie metody łączy to, że poszukujemy w nich możliwości wyłączenia rozgadanej i zestresowanej głowy czyli kontrolnej i interpretacyjnej funkcjonalności ego. Innymi słowy chodzi o moment samo-zapomnienia, o stan, w którym wolna od ego świadomość doświadcza transcendencji, jedności podmiotu i przedmiotu: patrzącego i widzianego, działającego i działania, dotykającego i dotykanego, itd.
Zarówno praktyki slow jak i extreme mieszczą dziś w rozległym i przebogatym katalogu praktyk i rytuałów znanym pod nazwą mindfulness. Trudno znaleźć środowisko, w którym nie próbowano by stosować praktyk uważności – przedszkola, szkoły, wojsko, medycyna, psychoterapia, korporacje a nawet niektóre środowiska polityczne. Bo mindfulness stało się dzisiaj poszukiwanym antidotum na nadmiar presji i bodźców, które charakteryzują współczesny świat. Oferuje bowiem zatrzymanie, chwilę oddechu, szansę na odzyskanie wewnętrznej równowagi i głębszego kontaktu ze sobą. Oczywiście praktyka uważności może stać się także formą ucieczki od rzeczywistości (spiritual bypassing) – próbą wypierania trudnych emocji i niewygodnych obszarów własnej psychiki. Jednak najczęściej jest odpowiedzią na potrzebę odzyskania kontaktu z czymś głębszym i prawdziwszym w nas.
Zanim pójdziesz dalej, zatrzymaj się na chwilę.
Pobierz bezpłatną relaksację audio i pozwól sobie odetchnąć.
Dołączysz do społeczności Positive Life. Możesz wypisać się w każdej chwili.

W klasycznej freudowskiej psychoanalizie a także w wielu innych formach psychoterapii doświadczenia duchowego uniesienia, mistycznej jedności, transcendencji są uznawane za obronną regresję. Freud uważał, że są wyrazem regresywnej, ucieczkowej potrzeby powrotu do łona matki, rezygnacji z autonomii i dojrzałości – a więc należy je odrzucać i zwalczać. Deklarował, że w człowieku interesuje go tylko “piwnica”, czyli zalecał psychoterapeutom koncentrowanie się w terapii wyłącznie na tym co wyparte i zepchnięte w cień nieświadomości. Praca z naszym cieniem niewątpliwie ma swoje wielkie zalety i jest koniecznym etapem terapii. Bez wydobycia z cienia nieświadomości i zintegrowania tego co wyparte, nie sposób ruszyć dalej w naszym emocjonalnym rozwoju. Ale założenie, że nieświadomość jest jedynie i wyłącznie przestrzenią ciemności i wynikająca z tego założenia koncentracja wyłącznie na cieniu sprawia, że znajdujemy w niej tylko to czego szukamy.
Jung – uczeń Freuda – uważał, że praca z cieniem jest potrzebna, lecz nie rozwiązuje problemu ludzkiej tożsamości i nie koi egzystencjalnego lęku. Jego wielkim odkryciem stała się podświadomość zbiorowa; wspólna wszystkim ludziom przestrzeń znaczeń i symboli, które są czymś dużo więcej niż przechowalnią naszych indywidualnych, wypartych popędowych impulsów, potrzeb i lęków. Słowem, podobnie jak to głosi antropologia i duchowość Wschodu a także wielu rdzennych kultur, Jung odkrył w ludzkiej nieświadomości obecność światła czyli przestrzeń, do której ego nie tylko nie ma dostępu, lecz z punktu widzenia której samo okazuje się być cieniem. Jeśli tak, to błędnym jest założenie, iż ego może samo siebie naprawić, całkowicie uzdrowić własne traumy i ograniczenia, bowiem nie jest w stanie wyjść poza własne ramy, przekroczyć siebie. Bo jak to ktoś słusznie zauważył nawet najbystrzejsze oko nie zobaczy samo siebie. Dlatego, gdy ego zabiera się za naprawianie i udoskonalanie siebie, to czyni to w sposób zgodny z własnym sformatowaniem i jego ograniczeniami – czyli obsesję ego będzie zwalczało obsesyjnie, nadmierną kontrolę będzie zwalczało nadkontrolą/kontrolą kontroli, autoagresję będzie zwalczało autoagresywnie, uzależnienie uzależnieniem od zwalczania uzależnienia lub innym uzależnieniem, itp. Można powiedzieć, że ego leczące samo siebie z nerwicy tworzy metanerwicę a lecząc się z zaburzeń charakteru tworzy zaburzony metacharakter. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, to przychodzi moment, w którym samo ego okazuje się dla nas problemem i pojawia się potrzeba wyjścia poza narzucaną przez ego interpretację świata. Tym samym jest to potrzeba dania świadectwa przeczuciom, że w naszej nieświadomości oprócz widocznego cienia świeci wieczne światło – że projektujemy na zewnątrz, na innych ludzi , nie tylko nieuświadomione elementy cienia ale również nieuświadomione światło, co sprawia, że nawet nie przychodzi nam do głowy by szukać go w sobie.
Powtórzę więc, że coraz powszechniejsze obiektywizowanie ego, czyli mówienie o nim jako o obiekcie a nie o podmiocie, z pewnością wyraża tę egzystencjalną potrzebę. Podobnie jak rosnące zainteresowanie mindfulness/uważnością, wyciszeniem czy też doświadczeniami granicznymi z kategorii extreme. Wszystko to razem pokazuje, że w wielu ludziach rodzi się potrzeba wyjścia poza dotychczasowy model rozumienia siebie i świata – poza nadal obowiązujący, acz już mocno rozchwiany, dzielący/dualny paradygmat. Z pewnością nie wynika to z mody ani ze snobizmu, lecz z głębokiego doświadczenia cywilizacyjnego kryzysu i katastrofalnego stanu planety, w których ze zgrozą przeglądamy się jak w lustrze.
Ufam więc, że kończy się epoka uznawania ego za nasza prawdziwą tożsamość/naturę, że jesteśmy świadkami burzliwego procesu zmiany dotychczasowego, szkodliwego paradygmatu i dlatego coraz więcej ludzi zaczyna kwestionować tożsamość ego doświadczając siebie i swojego istnienia z nowej, jednoczącej perspektywy – a przynajmniej z większym dystansem, świadomością i refleksją. To ważny początek drogi do zbiorowego wyjścia z cienia, do zrozumienia i zintegrowania faktu, że w istocie, tak jak wszystkie istoty, w istocie jesteśmy światłem a nie ego i że do naszej jednoczącej samorealizacji z pewnością nie wystarczy wysprzątanie piwnicy.

Wybitny psychoterapeuta, coach, trener z wieloletnim doświadczeniem. Jest założycielem Instytutu Psychoimmunologii IPSI zajmującego się stresem i wypaleniem zawodowym oraz autorem wielu bestsellerów – m. in. „Kobieta bez winy i wstydu”, „Zdradzony przez ojca”, „Patchworkowe rodziny – jak w nich żyć”. W swoich projektach szkoleniowych i terapeutycznych odwołuje się do koncepcji terapii integralnej, która oprócz psychiki bierze pod uwagę ciało, energię i duchowość człowieka.
Autor kursów: Strefa Mindfulness | 8 x Odporność na Stres | Dobry związek. Zrozumieć siebie i swoje relacje | Jak medytować i wiele więcej.