Być ojcem dorastającej córki to wyzwanie, którego wielu mężczyzn się obawia. Jak radzić sobie z jej dojrzewaniem, zmieniającą się emocjonalnością i pierwszymi relacjami? Jak nie popełnić błędów, które mogą oddalić ojca od córki? W tej rozmowie przyglądamy się najczęstszym pułapkom, w jakie wpadają ojcowie, oraz sposobom na budowanie silnej, pełnej zaufania więzi.
Jakie błędy najczęściej popełniają współcześni ojcowie córek?
Marcin Grudzień: Pierwszym i chyba najczęstszym błędem, o którym słyszę od ojców, jest chęć wycofania się z relacji z córką, kiedy ona wchodzi w okres dojrzewania. Można powiedzieć, że bardzo wielu ojców, którzy do tego momentu byli zaangażowani, obecni, czuli i ciepli w tej relacji, byli zwyczajnie fajnymi rodzicami, zaczyna wycofywać się z niej w związku z tym, że nie bardzo wiedzą, jak sobie poradzić z budzącą się kobiecością swoich córek.
Czyli mówiąc bardzo praktycznie, jeśli do tej pory mieli chęć i pewność, że mogą przytulić, mogą posadzić na kolana, nagle w ich głowach pojawia się wątpliwość, czy to jest jeszcze w porządku. Towarzyszą temu sprzeczne sygnały ze strony córek, wynikające w dużej mierze z ich trudności rozwojowych, kształtowania dojrzałej emocjonalności. Jeśli jeszcze dodać do tego wiele sygnałów separacyjnych ze strony córek, takich jak np. typowe zamykanie się przez córki w swoim pokoju, czy rezygnacja ze wspólnych aktywności – to wszystko razem stanowi fundament do wycofania się ojców z tej relacji.
Tymczasem aż chciałoby się zakrzyknąć: Ojcowie, nie opuszczajcie swoich córek! Nawet jak jest Wam ciężko.
Z perspektywy rozwoju nastolatki to wszystko, co się dzieje, to naturalne elementy związane z procesem separacji i poszukiwaniem własnej tożsamości przez córkę. Wycofana postawa ojca daje sygnał córce, że dojrzewanie czy dorastanie, budząca się kobiecość, stawianie sobie pytań: “kim jestem”, “czego potrzebuję” nie są akceptowane z perspektywy pierwszego mężczyzny w jej życiu. Z punktu widzenia budowania przez córkę poczucia pewności siebie, poczucia własnej wartości, to olbrzymia rana. Być może sytuacja wymaga modyfikacji tej relacji, nowej formuły, być może poszukania czegoś nowego, co łączy. Zawsze to więcej niż ojcowskie wycofanie i nieobecność albo co gorsza złość wobec rodzącej się kobiecości.
Bardzo często ojcowskie wycofanie z relacji z córką w reakcji na rodzącą się kobiecość ma silny związek z relacją ojców z matkami tych córek. Budząca się kobiecość i związana z tym seksualność córek jest przeżywana przez ojców jako przestraszająca i powoduje poczucie zagubienia także dlatego, że seksualna, intymna relacja z matkami tych córek jest w jakimś sensie martwa albo w głębokim kryzysie.
Kolejnym błędem, który może się pojawić w relacji ojców z córkami jest brak akceptacji przez ojców dla potrzeby wolności i samodzielności córek. Można powiedzieć, że z różnych własnych powodów ojcowie często chcą dać bardzo dużo i próbują różne rzeczy dać z nadzieją, że to jest dobre dla ich córek, natomiast jest im bardzo trudno pogodzić się z ich odmową. Córki komunikują to ojcom na różnych poziomach: “ja tego nie potrzebuję. Ja potrzebuję mieć jakieś poczucie wolności i akceptacji dla swoich poszukiwań, dla tego, co jest dla mnie ważne i czego dla siebie chcę”. Tutaj mówimy o bardzo specyficznym typie relacji ojców z córkami, to znaczy o relacji, która nosi potocznie nazwę “córeczki tatusia”. Z pozoru jest to określenie, które wydaje się ciepłe, sugeruje czułość i bliską relację ojca z córką. W gruncie rzeczy dotyczy relacji, w której ojciec próbuje dać córce bardzo dużo w różnych wymiarach – materialnym, czasem także emocjonalnym, natomiast nie dostrzega, że taka postawa nie daje córce przestrzeni do odpowiedzi na pytanie, czego ona sama potrzebuje. Bardzo często za taką postawą ojca kryje się przekonanie na temat kobiecości, które zakłada, że kobiety bez pomocy i kierowania mężczyzn nie są w stanie same określić, czego potrzebują. Z perspektywy budowania przez córkę poczucia własnej wartości i pewności siebie, to odbieranie jej możliwości rozwoju. Jeżeli rodzic wie lepiej, co jest dobre dla córki, to ona już nie ma możliwości, żeby samodzielnie znaleźć odpowiedź na to pytanie. Tymczasem odpowiedź na pytanie – czego mi potrzeba – wydaje się kluczowa z punktu widzenia dojrzałego życia.
Jak ojciec może radzić sobie z naturalnym dystansowaniem się córki w okresie dojrzewania?
MG: Najprostsza odpowiedź na to pytanie, to z jednej strony zaakceptować potrzebę samodzielności córki i zdefiniowania przez nią jej własnej tożsamości i potrzeb, a z drugiej strony, powstrzymać się przed wycofaniem z relacji. Najważniejsze jest, żeby po prostu być, żeby nie odpuszczać, a jednocześnie się nie narzucać.
Być przy córce to znaczy być przy jej dylematach, przy emocjach związanych z różnego rodzaju problemami – nadal mieć w sobie ciekawość, co się u niej i z nią dzieje. Pozostawać otwartym na to, że jeżeli córka będzie chciała skorzystać z ojcowskiego wsparcia, pomocy i zaangażowania, to żeby wiedziała, że zawsze może przyjść i może na nie liczyć.
Dobrze jest, jeśli ojciec uczestniczy w życiu córki poprzez udział w jej pasjach, robienie czegoś wspólnie, podejmowanie się wspólnej eksploracji świata. Mimo tego, że relacje społeczne dla córki wydają się być w tym okresie pierwszoplanowe, to jednak próbowanie robienia różnych rzeczy razem jest sposobem, żeby tę relację zachować, żeby być w niej, a także by ją rozwijać.
Z doświadczenia pracy z ojcami widzę, że tam, gdzie jest wspólna pasja, jest łatwiej, bo nawet jeżeli uwaga córki jest skierowana w stronę relacji społecznych, relacji rówieśniczych, to jeżeli mają wspólną pasję z ojcem, łatwiej będzie sprawić, by ta relacja trwała, rozwijała się, była lepsza i przetrwała przez ten trudny czas wychowania córki.
A jak ojciec powinien uczestniczyć w budowaniu pierwszych relacji córki z chłopcami, mężczyznami?
MG: Skoro rozmawiamy o okresie nastoletniości, dorastania, czy też w ogóle wchodzenia w dorosłość, to pomyślałem sobie, że dla odważnych ojców, takich, którzy nie boją się bliskiej relacji z córkami, jest jedno fundamentalne zadanie. Tym zadaniem jest delikatne wprowadzanie jej w świat mężczyzn. W końcu nie ma lepszego znawcy od spraw męskich niż ojciec. Nikt lepiej niż ojciec nie zna tego świata, nie rozumie go i nie jest w stanie o nim opowiedzieć córkom. To jest zadanie godne dobrego ojca córki! Najpierw każdy ojciec córki powinien sobie zadać kluczowe pytanie: jaka jest jego relacja z męskim światem? Oczywiście to zadanie może być zrealizowane w relacji z córką tylko wtedy, jeśli wcześniej zbudowało się bezpieczną i bliską relację. Ojcowie mogą stać się mentorami, przewodnikami dla swoich córek po męskim świecie jedynie pod warunkiem, że podejmą to wyzwanie i nie będą się go bali, i nie będą zazdrośni o to, że córka wchodzi w relacje z rówieśnikami czy starszymi mężczyznami. Niestety, nadal dużo jest wokół tego patriarchalnych złogów, które przejawiają się nawet w języku i żartach o ojcach, którzy z widłami będą witać chłopaków córki. Jeżeli ojcowie będą potrafili zaakceptować ten fakt związany z upływającym czasem, że córki mogą odejść do innego mężczyzny i że jest to nieuniknione, ojciec może być wsparciem dla córki i wciąż może czuć się potrzebny. Do tego potrzebna jest również akceptacja dla faktu przemijania życia.
Marcin Grudzień
Marcin Grudzień
Pracuje z pacjentami indywidualnymi i rodzinami w ramach Pracowni Bliskich Relacji. Od lat prowadzi warsztaty rozwojowe i grupy wsparcia dla mężczyzn, m.in. na temat relacji ojców z córkami i z dziećmi z niepełnosprawnościami oraz męskie kręgi. Od 2015 r działa w Fundacji Masculinum, wspierając aktywnie mężczyzn.Publikuje w prasie specjalistycznej i udziela wielu wywiadów na temat problematyki współczesnej męskości i ojcostwa .Jest ojcem dwóch córek
Mniej wychodzi z domu. Mniej dzwoni. Coraz częściej mówi „a po co mi to?” Nie jesteś w stanie być przy nim codziennie. Ale możesz dać mu coś, co będzie z nim wtedy, gdy ciebie nie ma — kurs, który pomoże odzyskać energię, sens i radość z codzienności. „Im starszy, tym lepszy” to program stworzony przez […]
Współczesny człowiek coraz częściej żyje w przekonaniu, że stres jest czymś, z czym należy się uporać. Podejście polegające na zwalczaniu stresu jest z góry skazane na porażkę. Ze stresem nie da się wygrać. Walka sama w sobie jest bowiem formą stresu, więc dokładanie jej do układu nerwowego nie prowadzi do ulgi, ale do eskalacji.
Aby zrozumieć to, co dzieje się między matką a córką, trzeba spojrzeć szerzej niż na samą relację – także na własne doświadczenia z dzieciństwa i rodzinne wzorce. To, co matka daje córce, nie jest wyłącznie wynikiem jej osobistych wyborów. W dużej mierze odtwarza to, czego sama doświadczyła w relacji ze swoją matką.
Przez długi czas psychologia koncentrowała się przede wszystkim na cieniu. To, co wyparte i mroczne, stało się centralnym obszarem pracy terapeutycznej i tak zdominowało myślenie o psychice, że zaczęliśmy wierzyć, iż człowiek składa się głównie z tego, co boli i wymaga naprawy. Tymczasem cień to tylko połowa obrazu człowieka.
Jedną z najgłębszych ran w relacjach jest potrzeba bycia wybraną. Nie jest to zwykłe pragnienie miłości czy bliskości, lecz głęboka, często nieuświadomiona potrzeba potwierdzenia własnej wartości poprzez drugą osobę. Dla wielu kobiet bycie wybraną oznacza: jestem wystarczająca, jestem ważna, zasługuję na miłość.
Na poziomie psychologicznym intensywność bardzo często nie jest wyrazem miłości, lecz sposobem regulowania wewnętrznego braku bezpieczeństwa. Nie dzieje się to świadomie – jest raczej próbą poradzenia sobie z lękiem, niż dowodem emocjonalnej niedojrzałości.
Ego zaczyna być traktowane nie jako centrum tożsamości, lecz jako obiekt obserwacji. Coś, na co można spojrzeć z dystansu i czego nie trzeba bezkrytycznie słuchać. To przesunięcie jest subtelne, ale ważne. Oznacza odejście od utożsamiania się z każdym impulsem i reakcją.
W sytuacji, w której poczucie bezpieczeństwa wyraźnie się chwieje, każdy z nas – mniej lub bardziej świadomie – staje przed pewnym wyborem. Można powiedzieć, że są dwie zasadnicze drogi reagowania na kryzys, który dziś przeżywamy jako jednostki i jako cywilizacja. Każda z nich prowadzi do zupełnie innych konsekwencji.
Strach i lęk rzadko objawiają się dziś w sposób spektakularny. Zazwyczaj nie wyglądają jak atak paniki ani wyraźny kryzys. Znacznie częściej działają subtelnie, wpływając na codzienne decyzje i wybory, które z czasem zaczynają porządkować całe życie.
Lęk nie jest komunikatem o tym, że coś z nami jest nie tak. Jest informacją, że organizm znalazł się w stanie, z którym trudno mu sobie poradzić. Dopiero kiedy Kiedy zaczynamy słuchać tego sygnału i traktować lęk jako informację, zamiast z nim walczyć, pojawia się przestrzeń na realną zmianę.
W kulturze, która czci młodość i szybkość, starość często opisywana jest jak porażka – koniec, który należy odwlec lub ukryć. A przecież w naturalnym planie ludzkiego życia późniejsze lata nie są karą ani końcem. To czas, który pojawia się, by przestać biec, udowadniać światu, dopasowywać się do stereotypów i oczekiwań.